Anin w pięćdziesięciu odsłonach

Małgorzata Gutowska-Adamczyk: Anin w pięćdziesięciu obrazach

Autor tego bloga częstuje nas w swym zbiorze felietonów poświęconych Aninowi daniem wybornym. Mieszkając tu urodzenia, zna nasze osiedle i opisuje je z wielu różnych perspektyw: historycznej, geograficznej, socjologicznej, obyczajowej wreszcie. Króciutkie felietony, ukazujące rozmaite aspekty anińskiej ponad stuletniej już historii, są niczym maleńkie ciasteczka, które kuszą, finezyjnie ułożone na eleganckiej tacy.

Mamy tu genezę Anina, wspomnienie Anny i Ksawerego Branickich, którym zawdzięczamy powstanie naszego osiedla, jego nazwę i strukturę, mamy wspomnienie sławnych aninian – Gałczyńskiego, Tuwima, Jaroszewicza. Autor poszukuje śladów Ossendowskiego, Piłsudskiego i Tyrmanda. Cytuje większe i mniejsze dzieła literackie, których autorzy, w tym niżej podpisana, zachwyceni Aninem, tu właśnie umieścili akcję swych utworów.

Czytelnik znajdzie w zbiorze reminiscencje zdarzeń historycznych i próby ukazania codzienności, jak chociażby spacer przedwojenną ulicą V Poprzeczną z jej sklepikami, straganami i warsztatami. Nowi aninianie dowiedzą się, gdzie kiedyś znajdowała się poczta, gdzie stało Kasyno, restauracja prowadzona przez rodzinę Wiwegerów, serce ówczesnego życia towarzyskiego Anina. Nieoczekiwanie też trafią na opisy krajobrazu z finałową apostrofą do… brzozy! Żmudna praca historyka serwuje nam wiedzę niebanalną, również o tym, co zawdzięczamy wodzowi III Rzeszy. Warto to sprawdzić!

Niewielka to rozmiarami, lecz ambitna próba anińskiego kompendium, mówi prawie wszystko o ważnych chwilach osiedla, przywołuje czas, kiedy linie autobusowe wżerały się w coraz głębiej, ułatwiając życie mieszkańcom i pozbawiając Anin czaru przedwojennego letniska.

Dziś Anin to już zdecydowanie miasto, działki dzielone są na coraz mniejsze i zabudowywane niemal w całości. Ale wciąż wszak mamy las, Górkę Delmaka (nie Delmacha!), ciche ulice i ścieżki w lesie. Mamy schnące na potęgę, ale wciąż tu obecne sosny, nadające anińskiemu powietrzu tę niepodrabialną świeżość.

W zbiorze natrafiamy też na opowieść opuszczonym, zrujnowanym, fascynującym spacerowiczów domu przy Tulipanowej, o którym nikt nie potrafi powiedzieć nic pewnego, oprócz prawdopodobnej tragedii rodzinnej, która się tu rozegrała. To anińska tajemnica, sekret wart rozwiązania.

Aniński bloger zastanawia się, czy można jakoś określić obecną strukturę społeczną dawniej kolejarskiego, potem burżuazyjnego i artystycznego Anina. Odpowiedź jest dość posępna i niezbyt życzliwa dla nowych aninian, do których się zresztą zalicza niżej podpisana. Autor niejako obarcza nas winą za utratę uroku tego miejsca, kiedyś osobnego i cudownego, teraz wchłoniętego przez miasto i zwyczajność.

Ale Anin długo jeszcze nie będzie zwyczajny. Mieliśmy tu i mamy poetów, czcimy ich i kultywujemy ich pamięć. Autor wspomina akcję „kamieniarzy” i cytuje fragmenty wierszy powstałych na anińskim piasku, w miejscu słynącym dobrym klimatem, pięknymi ogrodami i dumą swych mieszkańców. Jednym z nich jest nasz bloger, który w czarujący, lekki, zwiewny i finezyjny sposób ofiarowuje nam Anin, którego jesteśmy cząstką.


czwartek, 17 lipca 2014

Powstaje Imperium...

Anin to ekskluzywne osiedle mieszkaniowe, zlokalizowane  w najspokojniejszej ze stołecznych dzielnic. Zabytkowe, drewniane wille sąsiadują tu z eleganckimi apartamentowcami. Piaszczyste wydmy, piękny, sosnowy las oraz zapach żywicy przypominają atmosferę nadmorskiego letniska. Mazowiecki Park Krajobrazowy i jego liczne ścieżki rowerowe dają niepowtarzalną szansę aktywnego spędzania wolnego czasu. Podmiejska kolej oraz trzy linie autobusowe umożliwiają dogodny dojazd do centrum. Odległość od Pałacu Kultury wynosi zresztą niewiele ponad dziesięć kilometrów. Mieszkanie w Aninie to wprost idealne rozwiązanie dla osób poszukujących kompromisu pomiędzy wygodami wielkiego miasta i ciszą peryferii.

Ten tekst podretuszowałem w oparciu o reklamy zamieszczane w sieci. Można tam znaleźć wiele podobnych. Zachęcają one do kupna lub wynajęcia domu w Aninie. Zmęczonym miastem mieszczanom obiecują uwolnienie od miejskich problemów. Eksponują modne od lat wartości ekologiczne. Czy przekazom tego rodzaju można wierzyć? Reklamy są przereklamowane – powiedzą sceptycy. Reklamy, tak jak każda inna bajka zawierają ziarno prawdy – odpowiedzą im idealiści.
Dałoby się też zaprezentować Anin zupełnie inaczej:

Zachęcamy Państwa do spaceru po tym willowym osiedlu. Najlepiej spaceruje się w piątek wieczorem (o ile oczywiście zdołają się Państwo przebić przez korek na ulicy Płowieckiej i dotrzeć na miejsce). Weźmy ze sobą latarkę: oświetlenie jest tu raczej skąpe. Przyda się też czapka-niewidka: anińska młodzież chętnie nawiązuje bliski kontakt z przybyszami. Okolice tutejszej stacji kolejowej na pewno zainteresują miłośników kina grozy. W pobliżu stacji niezbędny może też się okazać paralizator. A przechadzka w ciągu dnia? Można wtedy podziwiać wspaniałe drewniane wille, a raczej ich drewniane resztki. Matki z małymi dziećmi powinny spacerować wcześnie rano: wtedy zapach szamba jest najbardziej intensywny. Należy iść na południe: ten kierunek umożliwia podziwianie gigantycznego komina międzyleskiej ciepłowni. Widać go praktycznie z każdego miejsca w Aninie. Młodym małżeństwom zalecamy spacer po lesie: w ciągu godziny można tu skompletować niezbędny w domu sprzęt AGD. Wystarczy kilka drobnych napraw i będzie służył przez długie lata.

Czy warto wierzyć tej antyreklamie? Pewnie zawiera ona sporą dawkę przesady.
Tak czy inaczej, w grę wchodzi silny rozdźwięk między marzeniem a rzeczywistością. Przez całe wieki trwa marzenie o domu-wśród-drzew, marzenie o osiedlu-ogrodzie. Czy da się to marzenie zrealizować w Aninie? Niestety, coraz mniej tu domów w ogrodach, coraz więcej amorficznych apartamentowców. Coraz mniej brzóz, dębów i sosen, coraz więcej równo przystrzyżonych trawników. Obok dawnego Anina rośnie jakaś dziwna namiastka. Pozostaje nazwa…
No właśnie, nazwa. Jest wyjątkowo miła i dla ucha, i dla oka. Budzi dobre skojarzenia. Ludziom się wydaje, że mieszkać w Aninie to prawie to samo, co mieszkać w Konstancinie albo w Podkowie Leśnej. Nazwa Anin to znak firmowy o sporej sile przebicia. Działające na Prawym Brzegu agencje i biura używają jej, zachęcając do kupna nieruchomości położonych również poza Aninem, chociażby w Sadulu czy w Nowym Wawrze. Lista firm z Aninem w nazwie obejmuje kilkadziesiąt pozycji. Są one rozrzucone po całej dzielnicy Wawer, a część z nich ma swoje siedziby w dzielnicy Praga Południe, czasem nawet kilka kilometrów od Anina…
Trzeba to wszystko brać za dobrą monetę i popierać przejmowanie przez Anin nowych terytoriów. Im więcej tym lepiej. Na skraju Warszawy rośnie – samo o tym nie wiedząc – Nowe Imperium. Nie ma jeszcze armii ani kroku defiladowego, nie ma rządu ani pałaców. Poczekajmy: na wszystko przyjdzie czas.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz